wtorek, grudzień 02, 2008

Zaskoczyła mnie najnowsza "Sostinė", znana z wypadów pod adres Polaków wileńskich, które nosiły tak wymowne tematy, jak "Vilniaus lenkai išsidirbinėja" ("Wileńscy Polacy się panoszą"). Zaskoczyła mnie pozytywnie.

Otóż na trzeciej stronie poszedł tekst o wicemerze Wilna z ramienia AWPL, Arturze Ludkowskim. Że w weekend ofiarował dla "Banku Żywności" produkty żywnościowe na cenę 214 litów. Obok informacji, że mer Juozas Imbrasas ofiarował mniej. Bez docinek, komentarzy, tak po prostu.

I się przyłapałem - co to za cholerstwo, że zaskakują absolutnie normalne rzeczy?

Dźwięki chwili:
Basement Jaxx - Take me back to your house

niedziela, listopad 30, 2008

Pozdrawiam z okazji imienin wszystkich Andrzejów, jak i wszystkie Andrzejowe. Bądźcie zdrowi, szczęśliwi i tak dalej.

Mam też pomysł, który przynajmniej trzech Andrzejów może potencjalnie zainteresować. Zrobienie portalu w języku polskim, poświęconego nauce. Nasi studenci mogliby pisać, jakie badania prowadzą, co się w ogóle dzieje na ich wydziałach i okolicach, o ciekawostkach z poruszanymi zagadnieniami związnych. Co o tym myślicie?

Dźwięki chwili:
A-la-SKA - Córka Motopompy

No i nie został Jarosław Narkiewicz wiceprzewodniczącym sejmowego komitetu ds. oświaty, nauki i kultury. Przegłosowano to przegłosowano, demokracja.

Jednak postawa konserwatystów, szczególnie posła Sauliusa Pečeliūnasa, żądającego, by Narkiewicz obiecał, że się nigdy nie będzie ubiegał o Kartę Polaka, jest godna potępienia. Litewski Instytut Monitoringu Praw Człowieka już ustami swego dyrektora, Henryka Mackiewicza, stwierdził, że to skandal. Faktycznie nie wybrano człowieka dlatego, że może się ubiegać o Kartę. I o ile byłem do konserwatystów, a szczególnie do świeżo wybranego premiera Andriusa Kubilius, który ostatnio zajmował całkiem sensowne stanowisko w kwestiach polskich, nastawiony względnie pozytywnie, jestem zmuszony nastawienie zmienić.

O takich rzeczach musi się dowiedzieć Europa.

Dźwięki chwili:
Equilibrium - Blut im Auge

piątek, listopad 28, 2008

Mem najbliższej książki

1. Weź książkę, która jest najbardziej pod ręką.
2. Otwórz ją na stronie 56.
3. Znajdź PIĄTE zdanie na stronie 56.
4. Umieść to zdanie u siebie na blogu razem z tymi instrukcjami.
5. Nie szukaj ulubionej, fajnej czy mądrej książki - ma to być książka, znajdująca się najbliżej.

Genetiniam kodui patikrinti naudoti mutantiniai baltymai, kurių išaiškinta aminorūgščių seka, t.y. pirminė sandara.


(Do sprawdzenia kodu genetycznego wykorzystano białka-mutanty o znanej sekwencji aminokwasów, tj. strukturze pierwszorzędowej.)

Tak, uczę się genetyki i się nudzę. A ten mem internetowy akurat wydał mi się na tyle atrakcyjny i interesujący, że chętnie go umieśliłem i chętnie poczytam, co też inni mieli pod ręką.

czwartek, listopad 27, 2008

Jak pewnie niektórzy wiedzą, na trzecim roku robi się u mnie na kierunku prace zaliczeniowe, a ja jako genetyk będę robił pracę metodami bioinformatyki. Celem teoretycznego przygotowania (muszę się szykować sam, bo bioinformatyka u nas nie będzie wykładana - jakieś geniusze uznały widocznie, że w dobie powszechnego stosowania technologii cyfrowych Litwa i w tej sferze powinna zachować "swojskość" (od "savitumas) i "oryginalność", zaczynając na uniwersytetach kształcić biologów, będących komputerowymi troglodytami - jako że wydziałem rządzą u nas geografowie, to dużo wyjaśnia - bo katedra geografii od zawsze słynie jako siedlisko i rozrodnik litewsko-folklorystyczno-pogańskich nawiedzeńców, z przystosowaniem do pracy naukowej i szeroce pojmowanego życia z społeczeństwie bardzo mizernym, acz ideologicznie podkutych) do tej sprawy, zająłem się poszukiwaniem w internecie interesujących mnie zagadnień. No i co?

Natrafiłem na listing pism naukowych Open Access (to, krótko mówiąc, ruch akademicki, uważający, że pisma naukowe et cetera powinny być dostępne za darmo i dla wszystkich) - DOAJ. Pism jest tu mnóstwo - z wszelkich zagadnień i dyscyplin. Polecam.

Gdyby ktoś z kolei odkrył w sobie żyłkę badacza zagadnień nauk biomedycznych, polecam Public Library of Science i wydawane przez nią pisma. Które są recenzowane, a jakże - więc wiarygodne.

Dźwięki chwili:
Pieśń o Bogu Ukrytym

środa, listopad 26, 2008

Nienawidzę gwiazdkowych promocji miesiąc przed gwiazdką. Tym razem jednak wynika to nie z namolnych kolęd, krzykliwych napisów "PROMOCJA PROMOCJA!!11!!!!" na plakatach z modelkami za bardzo ubranymi jak Święty Mikołaj, by mogły się podobać, i piosenki "Last Christmas I gave you my heart", a z osobistej zniewagi, jaka mnie dotknęła.

Po ostatnim robieniu sushi, o którym był wpis na blogu, zostało mi sporo arkuszy nori, więc postanowiłem sobie dokupić ryżu i owoców, i wszystko smacznie spożyć, bo głodny byłem. No i przychodzę do sklepu, a w nim na miejscu, gdzie było stoisko z orientalnym żarciem, pysznią się bombki i sztuczne choinki (pochodzenia też orientalnego). No i nie ma ryżu, nie ma sushi, jestem głodny i zły. Dokładniej - byłem, bo to w okolicach południa się działo.

Cholera, mógłby ktoś i na Litwie przeprowadzać akcje społeczne, skłaniające sieci przedsiębiorców do robienia gwiazdkowych promocji najwyżej tydzień przed gwiazdką, a nie miesiąc.

Akurat od dłuższego czasu na forum "Kuriera Wileńskiego" nie cichną rozmowy o tym, że polska telewizja nie jest dostępna na Litwie. Jak się jednak okazuje, sporo kanałów jest transmitowane za pośrednictwem internetu. Na razie udało mi się puścić u siebie radomską TV Dami, TV Trwam, TVN Gra i Toya TV. Wszystkie TVP i TV Polonia nie chcą współpracować z mplayer'em, więc nie wiem, czy działają.

Chciałbym więc zapytać Czytelników tego bloga - znacie może jakieś inne polskie/polskojęzyczne kanały, które można oglądać w internecie? Jakakolwiek informacja będzie bardzo mile widziana.

Dźwięki chwili:
Wika - Pavargau

niedziela, listopad 23, 2008

Od dłuższego czasu nie cichną spory na temat filmu Pawła Chochlewa "Tajemnica Westerplatte", który jeszcze nie powstał. Nie cichną z powodu kontrowersji, jakie wywołał scenariusz, zawierający, nie bójmy się tego słowa, gorszące sceny ekscesów alkoholowych żołnierzy, przez siedem dni broniących placówki, ujmując rzecz w skrócie. Pomińmy tu kilka naprawdę ważnych kwestii (fakt, że, jak ktoś w internecie zauważył, tacy żołnierze byliby w stanie bronić Westerplatte raczej przez siedem minut, ale w żadnym wypadku nie przez siedem dni, czy też to, że Paweł Chochlew nie ma żadnego doświadczenia jako reżyser czy scenarzysta, albo nawet i to, że scenariusz nie był konsultowany ani z żyjącymi jeszcze uczesnikami owych wydarzeń, ich rodzinami czy instytucjami, dysponującymi wiedzą i dokumentami dotyczącymi owych wydarzeń), chcialbym bowiem poruszyć dwie tylko kwestie. Wolność słowa i możliwości polskiej kinematografii w tworzeniu filmów historycznych.

Artyści wystosowali list z prostestem przeciw "cenzurze prewencyjnej", czyli temu, że Polski Instytut Sztuki Filmowej może cofnąć promesę udzielenia filmowi finansowania o wysokości 3,5 miliona złotych. Uważam, że żadnej cenzury nie ma. Wolność słowa oznacza bowiem, że Paweł Chochlew ma prawo nakręcić taki film, jaki mu się chce. I ma prawo ubiegać się o sfinansowanie filmu przez panstwo. A państwo ma prawo odmówić. W takiej sytuacji Pawe Chochlew ma prawo szukać innych sponsorów, ewentualnie nakręcić film własnym kosztem. Kiedyś próbowaliśmy wysłać filmik na "Pravda Viena Minutė". I nie został zakwalifikowany do konkursu. I nikomu nie przyszło na myśl, by mówić o cenzurze. Za Sojuzu były monopole wydawnicze i filmowe - jak projekt nie zyskiwal aprobaty, nie miał szans ujrzeć światła dziennego. Dzisiaj jest pluralizm, wolny rynek wydawnictw - nie wyda jedno, wyda drugie. Spółki w większości też nie są już państwowe, więc jak jedna firma nie zechce finansować filmu, nie oznacza to, że nie sfinansuje żadna. Wolność słowa oznacza bowiem, że można powiedzieć dowolne słowo, ale realizować je we własnym zakresie.

Cała sytuacja zmusiła mnie jednak do myślenia. Polskie filmy dotyczące II WŚ pochodzą praktycznie wszystkie z czasów PRL (poza chyba tylko "Katyniem" Wajdy, technicznie dosyć średnim), a więc bohaterski polski żołnierz w nich jest zazwyczaj kolegą bohaterskiego krasnoarmiejca, który w filmach tych strzela w Niemców, a nie w Polaków strzelających do Niemców. A więc kicha. Natomiast tematów na filmy wojenne jest mnóstwo - Monte Cassino, Powstanie Warszawskie, Akcja "Burza" in corpore, ba, nawet z Operacji "Ostra Brama" można przecież zrobić film na miarę "Saving Private Ryan". Świetnym motywem na film wojenny ze scenami batalistycznymi jest też Cud nad Wisłą, który co prawda pochodzi z okresu wcześniejszego, ale także dotyczy polskiej historii. Dlaczego więc nie ma filmów?

Z dwóch powodów - braku pieniędzy, i braku ludzi. Oczywistą rzeczą jest, że dobrego filmu wojennego bez kasy nie będzie. Bo raz, że publiczność wymagająca, a w dobie internetu niemała część miłośników filmów wojennych jest też ekspertami w sprawach historycznego uzbrojenia, umundurowania, realiów et cetera. To publiczność, dla której "Katyń" jest kiepski, bo żołnierze paradują w nowiuteńkich mundurach, wszystko błyszczy i jest nowe. Dla tej publiczności wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. A specjalistów od scenografii w naszej części Europy coraz bardziej brakuje.
Inna sprawa, to brak ludzi. Starzy, doświadczeni reżyserowie powoli odchodzą. Nowych na taką skalę nie mamy, bo raz, że nie ma pieniędzy, by się kształcili, a dwa, że nie ma pieniędzy na filmy, przy których mogliby zdobywać doświadczenie. Scenarzyści podobnie. Z aktorami też tragedia - w Polsce nie ma nikogo na miarę Daniela Craiga (główna rola w mającym się ukazać "Defiance") czy Toma Hanksa ("Saving Private Ryan") - wszystkie role Lindy od razu skazywać będzie na śmierć "Co ty kurwa wiesz o zabijaniu?", a reszta aktorów do ról w takich filmach nie pasuje. Żebrowski? Pazura? To nie to. Tylko Kondrat czy Englert się bronią, może jeszcze inni aktorzy z "Katynia". Aktorów litewskich w ogóle pomijam, bo to raczej szkoła aktorska, szykująca do grania w obyczajówkach - co zresztą było widać na filmie "Vilniaus getas" (który bardzo lubię, swoją drogą).
Z reżyserami i scenarzystami jest też taki problem, że młodzi robieniem dobrego kina, na miarę właśnie "Saving Private Ryan", czy "Full Metal Jacket", są nierzadko niezainteresowani. Wolą, jak Paweł Chochlew, dekonstruować historyczne legendy i pokazywać sikających żołnierzy, schlanych w trupa. Ale czy o to w dobrym kinie chodzi?

Dźwięki chwili:
Cradle of Filth - Tearing the veil from grace

sobota, listopad 22, 2008

Dzisiaj, w czwartą sobotę listopada, jak co roku wypada Dzień Pamięci Ofiar Wielkiego Głodu z lat 1932-1933. Wydarzenia, mające miejsce zaledwie 75 lat temu, wciąż budzą gorące emocje. W wyniku zaplanowanego przez Stalina aktu ludobójstwa z głodu zmarły miliony ludzi, kiedy w tym samym czasie Związek Rad realizował pięciolatkę i zwiększał eksport zboża. Najpewniej z chęci uczczenia ofiar, przedstawiciele skrajnie prawicowej Młodzieży Eurazjatyckiej tydzień temu zdemolowali w Domu Kultury Ukrainy w Moskwie wystawę, poświęconą Hołodomorowi.

W dodatku "Rzeczypospolitej" "Plus Minus" (notabene - ukochanym dziecku ś.p. Dariusza Fikusa, któremu istnienie zawdzięczało także "Słowo Wileńskie"), ukazał się właśnie wywiad z Georgem Friedmanem, znanym politologiem amerykańskim, zatytułowany "Nowe mocarstwo nad Wisłą". Generalnie rysuje przyszłość w barwach dla Polski, a i dla Polaków na Litwie (jeśli Litwa będzie chciała się do omawianej przyszłości włączyć, będzie zmuszona zacząć respektować nasze prawa) całkiem ciepłych. Oby. Polecam.

Dźwięki chwili:
The Beatles - Get Back

piątek, listopad 21, 2008

No i zdałem drugie kolokwium z genetyki. Nie obeszło się bez wpadek przy szykowaniu się ("nieco" zaspałem w nocy i wyszło tak, że miałem trzy godziny na zakucie połowy książki - zakułem), zdałem więc w sumie nieco cudem. Nic to - popełniłem kolejne błędy, na których się może czegoś nauczę.
Czas chyba zająć się paroma dosyć długo odkładanymi projektami. W ciągu weekendu postaram się coś spłodzić, i pewnie wszyscy w swoim czasie się z owocami tego projektu zetkną. Ale teraz - sza!

Dźwięki chwili:
Korpiklaani - Keep on Galloping

czwartek, listopad 20, 2008

Wszyscy zapewne znają zdjęcia Mariana Paluszkiewicza, sztandarowego fotografa "Kuriera Wileńskiego". Mało kto pewnie wchodzi na stronę "Kontakty" w internetowej wersji "Kuriera", gdzie obok zdjęcia Mariana widnieje link "Moje zdjęcia na Flickr", kierujący do wciąż rosnącej galerii zdjęć, która pozwala poznać Mariana z innej strony - nie jako fotoreportera, a jako fotografa po prostu, robiącego zdjęcia nie do materiałów prasowych. Polecam.

Dźwięki chwili:
Wika - Pavargau

Dzisiaj mija 65 lat od wydania rozkazu rozpoczęcia Akcji "Burza", będącej w istocie dążeniem Polski do zachowania niedległości po Dwugiej Wojnie Światowej. Bohaterstwa żołnierzy polskich, zakończonego zdradzieckim pchnięciem w plecy oddziałów bolszewickich, w trakcie samej akcji ochoczo korzystających z pomocy Polaków w walce z Niemcami.

Zapalmy na oknie świecę poległym bohaterom.

wtorek, listopad 18, 2008

Jak wiadomo, na Litwie za Żyda robią Polacy. Żeby nie być posądzonym o antysemityzm, śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż pół tysiąca lat temu w Europie panowała pewna tradycja, polegająca na szukaniu winnych, żeby się czuć lepiej. Szalała zaraza, bo higiena była tragiczna, a medycyna beznadziejna, bo pozbawiona prawnie możliwości poznania eksperymentalnego. Kto był winien? Naturalnie, Żydzi. Z tej okazji ludzie spuszczali Żydom wpierdol, dzięki czemu czuli się lepiej ze swoim brakiem higieny. Od tego czasu kosmetyka i medycyna zaszły dalej, Europa się ucywilizowała, a Litwa odzyskała niepodległość i grupy etnomiłośników pogańskich, a więc -średniowiecznych, bredni, mogli zacząć otwarcie praktykować i szerzyć swoje fantazje. Wraz z mentalnym powrotem do Średniowiecza pojawiło się pytanie - a co z Żydami? Jak wiemy, w wyniku starań Niemców pod wodzą pewnego Austriaka, i Litwinów pod wodzą Niemców, na Litwie Żydów nie zostało.

W wyniku jednak źle dobranych priorytetów Niemców, za małej liczebności wspomagających ich Litwinów, i kiepsko przeprowadzonej przez Rosjan (wiadomo, też Słowianie, jak i Polacy, tacy to nic dobrze nie zrobią) repatriacji, na Litwie zostało sporo Polaków, na tyle bezczelnych, by zajmować zamieszkiwane przez siebie działki, dążyć do zwrócenia im mienia i respektowania swoich praw. Uparci, jak w Średniowieczu Żydzi, którzy z niepojętych przyczyn nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa i wszystkiego, co mają, przekazać na Kościół.

Hardym Polakom funduje się więc pogromy. Co prawda, tylko medialne, bo Europa pilnuje, a poza tym, Polaków na świecie jest więcej, niż Litwinów, więc gdyby się dowiedzieli, że tu biją Polaków fizycznie, mogłoby być krucho. Natomiast gromić Polaków w mediach jest wygodnie i bezpiecznie - po litewsku rozumieją tylko niektórzy Litwini, a jeśli jakiś Polak zna ten Sanskryt Bałtyku, to od tego jest Komisja Etyki Dziennikarzy i Wydawców, by jego skargi olewać.

W pogromie "za Kartę Polaka" biorą udział starzy i młodzi, doświadczeni i żółtodzioby, profesorowie i młodsi asystenci z instytutu, jedni z pobudek osobistych, inni zupełnie bezinteresownie, jedni rzucają cegłą, a drudzy pomidorem. Pogrom jak się patrzy.

Naturalnie, publika się pogromem znudzi i trzeba będzie wymyślić nowy pretekst. Pozwolę sobie na podsunięcie wiecznie czujnym litewskim patriotom spod bandery Perkuna i świętych dębów, mitologizowanej historii i patriotyzmu polegający na byciu w opozycji do kogoś innego, pomysłu na następny pogrom. Energetyka. Sypie się litewska mrzonka budowania nowej elektroni atomowej. Polacy będą budować własne, Estonczycy też się z projektu wycofują, a Łotysze kręcą ze Szwedami. Naturalnie, winni są Polacy. Jako że motyw Okińczyca (on doradzał Kirkilasowi, a jego kancelaria - "Maximie") może się okazać dla patriotów spod bandery et al okazać zbyt skomplikowany (ostatecznie, Czesiu to sygnatariusz Aktu Niepodległości, a poza tym - tłumaczenie w ten sposób sugeruje też istnienie winy litewskiej, co jest niedopuszczalne), proponuję rozwiązanie prostrze. "Kurier Wileński" od początku negatywnie wypowiadał się o korupcyjnym projekcie oddania budowy elektrowni jądrowej w ręce sklepikarzy od "Maximy". Na pewno w ten sposób Polacy stąd wpłynęli na Polaków stamtąd (solidarne sukinsyny - całkiem jak Żydzi), a ci przestali ufać swoim najlepszym, kiedy trzeba, przyjaciołom Litwinom, i teraz zamiast kupować, pewnie zechcą sprzedawać Litwie swój prąd. Żeby się przed tym obronić, Litwa zerwie umowę w sprawie mostu energetycznego, czemu znów winni będą Polacy, i cała szopka jeszcze dlugo będzie się mogla kręcić w najlepsze.

Swoją drogą, wypadałoby czekać, aż jakiś litewski literata napisze nowoczesny, wileński odpowiednik "Mendla Gdańskiego". Wypadałoby, ale nie ta to literatura.

W chwili, kiedy Wielki Szatan rozważa likwidację więzienia w Guantanamo, symbolu swojej antyświatowej, imperialistycznej polityki, a jego tankowce są uprowadzane przy wybrzeżach Somalii przez umazanych sadzą na czarno (ale nikt tego nie zauważa, bo ruskie takie chytre są) specnazowców Putina (wszyscy wiedzą, że to jego robota), w Rosji kultura i wolnosci polityczne osiągają niespotykane dotąd na świecie wyżyny.

Otóż, poza znanym i już kiedyś opisanym w "Kurierze" pomniku dla litery ё, jak też wielu pomników dla bohaterów ludowych, w Moskwie postawiono pomnik dla symbolu naszych czasów - ETY, zwanej też czemuś psem, czyli @.

Natomiast polityka dąży do samooptymalizacji. Trzy prawicowe partie ogłosiły samorozwiązanie, po czym razem założyły nowe zgrupowanie. Szef nowego tworu, zapytany, czę będzie to partia opozycyjna, dążąca do władzy, odpowiedział:

Nie. Jak władza będzie dobra, to będziemy ją popierać.

Jakże to piękny przykład pracy organicznej dla wspólnego dobra!