poniedziałek, listopad 09, 2009

Pisownia nazwisk, prologu akt n-ty

O salomonowej decyzji Sądu Konstytucyjnego wie już pewnie każdy. Polak ma się nazywać po litewsku, i po litewsku się podpisywać — w przeciwnym wypadku doprowadziłoby to "nie tylko zaprzeczenia konstytucyjnej zasadzie języka państwowego, ale też zaburzyłoby funkcjonowanie instytucji państwowych i samorządowych, innych spółek i instytucji".

Właściwie nie chce mi się komentować ani decyzji SK, która zasadniczo nie ma nic wspólnego ani z Konstytucją, ani z prawem — w Polsce w Konstytucji też jest zapis o języku państwowym, i jest analogiczna ustawa, ale jakoś nikt mniejszościom z tego powodu praw nie odmawia.

Słowem chciałbym napomknąć o gadaninie ministra spraw wewnętrznych Raimundasa Palaitisa, który od razu oszacował koszt zezwolenia na oryginalną pisownię nazwisk na jakieś 20 milionów litów. Trzeba byłoby wszakże wymienić drukarki, jak mówi minister. Dlatego w sklepie kupując drukarkę, wypytajcie dokładnie sprzedawcę, w jakich językach drukuje.
Oczywiście, wspomniał też minister o potrzebie wymiany baz danych i innych problemach. Oczywiście, znów nie ma pojęcia, o czym mówi. Otóż zasadniczo na Litwie może być używane kilka systemów kodowania znaków, ale i tak ma to ulec unifikacji w związku z dyrektywami unijnymi. Jeśli dotychczas tego nie uczyniono, jest to problem MSW, a nie mniejszości, ubiegających się o poprawną pisownię swoich nazwisk.

Natomiast dziś z rana w Radiu "Znad Wilii" usłyszałem wywiad z Vytautasem Landsbergisem, który powinien każdego skłonić do refleksji. Nie będę komentować właściwych temu osobnikowi cynizmu i obłudy, bo te rzeczy są chyba aż nazbyt oczywiste.
Natomiast chciałbym kilka rzeczy, z tego co mówił Landsbergis, zaakcentować:

1. Od dwudziestu lat litewscy politycy, w tym Landsbergis, obiecywali Polakom rozwiązanie problemu. Niestety, nie znali swojej Konstytucji, która tego zabrania. W tym Landsbergis, którego się za Konstytucji autora uważa.

2. Cieszy, że Polska pozwala Litwinom u siebie nazywać się po litewsku. Litwa Polakom nie pozwoli, bo niestety, takie mamy ustawy. I, niestety, na Litwie Konstytucja zabrania zmieniać ustaw, a Konstytucji zmieniać nie wolno, bo to świętość. Ale jest dobra wola i dobre chęci, wiadomo.

3. Litwini podpisali masę międzynarodowych umów, które zobowiązują ją do ułatwienia mniejszościom życia. Niestety, nie znali swojego ustawodawstwa, które im na to nie pozwala. Trudno, przykro nam.

4. Polska powinna nadal bez gadania pozwalać się oszukiwać Litwinom. W przeciwnym razie cieszy to Rosję.

5. Kiedyś Polak podpisywał się jako Mykolas Riomeris. I nikomu to nie robiło problemów, a więc po co dziś Polacy chcą na siłę się oddzielać od reszty litewskiego społeczeństwa?

Czy komukolwiek jeszcze chce się wierzyć w jakąś mityczną dobrą wolę strony litewskiej?

niedziela, maj 10, 2009

"Porażka"? "Tragedia"? Nie. Nareszcie sukces!

Mowa, rzecz jasna, o posiedzeniu polsko-litewskiego Zgromadzenia Parlamentarnego. Pierwszego w historii (tak, jak stosunki mieliśmy "najlepsze w historii"), podczas którego posłowie nie przyjęli wspólnej deklaracji. Dlatego, że Litwini tradycyjnie chcieli gadać o gospodarce, energetyce, strategicznym partnerstwie i dostać od Polaków gwarancje w kwestii mostu energetycznego i elektrowni jądrowej, natomiast polscy politycy (w końcu!) stanowczo upomnieli się o mniejszość polską na Litwie, której państwo Litwinów nie potrafi zapewnić należytych praw i traktować jak równoprawnych obywateli.
Marszałek Sejmu RP Jarosław Kalinowski już na obchodach Dnia Polonii w wileńskiej Arenie Utenos zapowiedział, że na Zgromadzeniu kwestia praw człowieka zostanie poruszona. Została - Kalinowski, jako jeden z niewielu polityków, słowa dotrzymał. Litwini się zdziwili, że Polacy "akcentują takie detale", więc wspólnej deklaracji nie ma. Jest za to kilka tysięcy ociekających nienawiścią komentarzy w litewskim internecie.

O "detale" oburzał się wiceprzewodniczący Sejmu RL, Algis Kašėta. Litwa 15 lat temu podpisała "Traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy". W ciągu piętnastu lat nie zrobiła NIC, by się z umowy wywiązać. Polacy nadal nie mają nazwisk, o dwujęzycznych nazwach miejscowości i ulic nie ma mowy, szkoły polskie są szykanowane, a w polskich rejonach funkcjonuje bogaty wachlarz praktyk asymilacyjnych, szczodrze finansowany przez państwo litewskie.
Drogi panie Kašėta! Ja rozumiem, że dla Litwina fakt, iż jego kraj w ciagu piętnastu lat nie potrafił wywiązać się z umowy, to detal. Ważniejsze wszak jest, że można pogadać o "strategicznym partnerstwie" czy z partnerstwa skorzystać (na przykład, wchodząc do NATO na krzywy ryj). Niestety, świat cywilizowany funkcjonuje w ten sposób, że takie postępowanie, jakie pan "detalizuje", zupełnie dyskredytuje Litwę jako partnera do czegokolwiek. Gdyby Szwedzi wiedzieli, jak jest na Litwie z prawami człowieka, to by nie most wam dali, a kablem po tyłku. Co zresztą jeszcze może mieć miejsce.

Politycy mogą mówić o porażkach czy tragediach, ale dla mnie mające miejsce w piątek, 8 maja 2009 roku, posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Litwy jest pierwszym wielkim sukcesem w relacjach tych państw od podpisania minionego Traktatu. Pokazało bowiem dobitnie, że na Litwie nie ma woli ani w społeczeństwie, ani wśród elit politycznych, by w końcu zadbać należycie o prawa człowieka. W tych dniach polskie społeczeństwo zobaczyło, że Litwini dbają tylko o własny szowinistyczny ogródek, a z podpisanych zobowiązań nawet nie mają zamiaru się wywiązywać, jeśli nikt ich do tego nie zmusza (bo uczciwość nie zmusza z całą pewnością).
Inną stroną tego sukcesu jest także to, że jest to pierwsza widoczna klęska pewnego stronnictwa, które ciągle zapewniało, że nie ma problemu, że trzeba tylnymi układami, zakulisowo, przez kuchenne drzwi to załatwić, a już za rok, dwa czy pięć, wszystko będzie w porządku. Te piętnaście lat pokazało, że tylnym układem to można kupę zrobić, a nie wywalczyć poszanowanie praw człowieka. Owszem, niektórzy na układach i pośredniczeniu zrobili majątek.

Miejmy nadzieję, że kończy się już czas tych stręczycieli praw człowieka.

czwartek, kwiecień 30, 2009

Nowa strona internetowa "Kuriera Wileńskiego" już ruszyła

Wreszcie ukończyłem znakomitą większość prac nad nową stroną internetową "Kuriera Wileńskiego", które pochłaniały większą część mego wolnego czasu w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Została już oddana do publicznych testów i można ją odwiedzić TU.

Jak już na pierwszy rzut oka widać, nowa strona graficznie nieszczególnie odbiega od strony starej. Uważam, że nie ma sensu wynajdowanie koła na nowo i rezygnowanie ze schematu, który zdał egzamin jako przejrzysty i przyjazny dla użytkownika, a jednocześnie ma też potencjał i pole do rozwoju. Myślę, że to zrealizować mi się udało.

Zmiany jednak zaszły znaczące, z czego się cieszę. Nie wszystko jeszcze udało się zrealizować, więc prace będą nadal trwały, ale uważam, że podstawowy cel, a więc wymienienie silnika (CMS) strony, mi się udało wprowadzić w życie bez strat. Schemat graficzny strony stworzyłem w oparciu o gruntownie przebudowaną powłokę graficzną "The Morning After", którego autorem jest Arun Kale. Któremu niniejszym dziękuję. Dziękuję także autorom WordPressa i wtyczek do niego, bez których praca moja byłaby o wiele trudniejsza i czasochłonniejsza. Więc dziekuję.

Generalnie, trudno się rozpisywać nad własną robotą. Wiem, że doświadczonemu webmasterowi i programiście robota ta zajęłaby maksimum z tydzień i nie sprawiłaby tylu kłopotów, co mnie. Ale jest jak jest - ja nie jestem programistą ani webmasterem, i z tej pracy jestem niezmiernie dumny. Mam nadzieję, że nowa strona przypadnie czytelnikom do gustu - chętnie też czekam na wszelkie uwagi i informacje o błędach czy niedociągnięciach, za które zawczasu przepraszam.

Enjoy!

czwartek, kwiecień 23, 2009

Litwini w Polsce - czyim są sojusznikiem?

W Polsce, przede wszystkim w okolicach Sejn i Puńska, zamieszkuje mniejszość litewska. Według spisu powszechnego z roku 2002, Litwinów w Polsce jest 5 846, czyli o kilku mniej niż Łemków i dwukrotnie mniej niż Romów.
Litwini w Polsce mogą pisać nazwiska w dokumentach po litewsku (łącznie z diakrytykami litewskimi) od zawsze, chociaż prawnie zostało to unormowane w Ustawie o Mniejszościach Narodowych z 2005 roku (wcześniej kwestia ta w ustawodawstwie polskim nie występowała, a możliwość używania niepolskich diakrytyków uzależniona była od woli urzędników). Mogą mieć dwujęzyczne tabliczki z nazwami ulic (oficjalnie dwujęzyczne nazewnictwo - a więc nie tylko tabliczki - obowiązuje w gminie Puńsk od 20 maja 2008 roku), a także używać języka litewskiego jako urzędowego (w gminie Puńsk od 25 maja 2006 roku).
W Polsce działa 17 szkół, w których nauczany jest język litewski. W szkołach (w tym w Liceum 11 Marca) w Puńsku wszystkie przedmioty są wykładane po litewsku, a w Sejnach - większość. Łącznie uczęszcza do tych szkół około 700 uczniów.
Litwini w Polsce mają także programy na antenie Radia Białystok i Telewizji Białystok. Wydawanych jest także kilka periodyków w języku litewskim, z czego największym pismem jest dwutygodnik "Aušra", pismo wydawane od 1960 roku. "Aušra" jest finansowana przez Departament Wyznań Religijnych oraz Mniejszosci Narodowych i Etnicznych MSWiA Rzeczpospolitej Polski, a także otrzymuje wsparcie od litewskiego Funduszu Wspierania Prasy, Radia i Telewizji oraz Departament ds. Mniejszości i Uchodźstwa Litwy(dla przykładu - większość polskich periodyków na Litwie, w tym "Kurier Wileński", wsparcia od funduszu czy litewskiego departamentu nie otrzymuje).

I właśnie na łamach "Aušry" Litwini z Polski lub polscy litwomani (vide Krzysztof Kolanowski) od czasu do czasu pozwalają sobie na rzucanie kamieniami w ogród mniejszości polskiej na Litwie.

I właśnie na łamach "Aušry" ukazał się tekst Tadasa Bagdonavičiusa, wiceprezesa Wspólnoty Litwinów w Polsce, zatytułowany "O światopoglądzie Polaków na Litwie" ("Apie Lietuvos lenkų pasauliežiūrą"). Tekst dotyczący właśnie "Kuriera Wileńskiego" i komenatrzy do jego artykułów. Poza niemal czysto michnikowskim moralizatorstwem o szowinizmie i krytyką Karty Polaka (którą autor błędnie nazywa "polskim pomysłem"), dostaje się Polakom na Litwie za nienawiść do Litwinów i krytykę Litwy. Dostaje się zresztą kłamliwie.

Autor pisze:

Litwini zazwyczaj są nazywani "kłumpiaki", "mużycki naród".

Sprawdźmy. Najstarszy komentarz na stronie "Kuriera Wileńskiego" datowany jest na 31 lipca 2008 roku (wcześniejsze komentarze zaginęły w wyniku padów serwera) - natomiast tekst Bagdowavičiusa w "Aušrze" ukazał się pod koniec stycznia 2009 roku. Prosimy więc wujka Google o pokazanie nam, ile razy Litwinów od "kłumpiaków" i "mużyckiego narodu" wyzwali forumowicze "Kuriera" od 31 lipca 2008 roku:
Wyszukiwanie fraz z polskimi znakami: [1], [2]
Nie ma? Aj waj. To może tępi "spolonizowani Litwini" z podwileńskich wiosek pisali bez polskich znaków? Szukamy dalej:
Wyszukiwanie fraz bez polskich znaków: [3], [4]
I tu nie ma? To na pewno "wynarodowieni Litwini" pisali "po prostemu". No to szukamy:
Wyszukiwanie fraz w wariacjach "po prostemu": [5], [6], [7], [8]

No i się okazuje, że pan Tadas Bagdonavičius jest zwykłym kłamcą. Zresztą, charakter kłamliwego paszkwilu nosi cały jego tekst.

Jako że trochę z "Kurierem" współpracuję, wiem, że redakcja wychodzi z założenia, iż gazeta mniejszości powinna bronić także innych mniejszości, a jeśli nawet nie, to przynajmniej ich nie atakować. Za dosyć niewybredne felietony o mniejszościach seksualnych (pomińmy kwestię, czy mniejszość ta jest "dobra", czy nie, czy się nam podoba, czy nie - zasada jest zasadą) z redakcji odejść musiał swego czasu Jan Sienkiewicz, nota bene świetny publicysta - jeden z najlepszych, jakich na Litwie mamy. W miarę możliwości staramy się poruszać tematykę mniejszości narodowych w innych państwach (były, między innymi, artykuły o Węgrach na Rumunii i Słowacji, a także, dosyć życzliwe, o Litwinach w Polsce).
To, że "Aušra", wydawana także za pieniądze podatników z Litwy, a więc i Polaków na Litwie, pozwala sobie na publikację kłamstw pod adresem innych mniejszości, ich atakowanie i podżeganie do wasni na tle narodowościowym, świadczy po prostu o braku profesjonalizmu i solidarności z innymi mniejszościami narodowymi jej redaktorów. Niedawno minister spraw zagranicznych Republiki Litewskiej Vygaudas Ušackas podczas wizyty o Litwinów w Polsce powiedział, że Litwini na Sejneńszczyźnie są "silnym łączem, jednoczącym Polskę i Litwę". Niestety, jak widać, nie wszyscy.

środa, kwiecień 08, 2009

Odyseja z OpenSolaris - cz.3: Nexenta OS

Moja zabawa z OpenSolaris dobiegła dziś końca.

W międzyczasie IBM chciał wykupić Sun Microsystems za 7 miliardów dolarów, po czym się wycofał. Co z punktu widzenia rozwoju OpenSolaris nie jest rzeczą ani dobrą, ani złą - przynajmniej na dalszą metę, jeśli projekt rozwinie skrzydła - bo dla Sun'a cała sprawa dosyć mocno zaszkodziła.

Gorszą rzeczą jest jednak to, że Toshiba wypuściła na rynek laptopy z zainstalowanym OpenSolaris. Dlaczego to zła nowość?

OpenSolaris jest systemem, nie nadającym się dla końcowych użytkowników, szczególnie tak zwanych "home users". Obsługa sprzętu jest dalece niekompletna, a menedżer pakietów, IPS, jest beznadziejny - o czym pisałem już wcześniej. Natomiast samych pakietów jest zbyt mało, by użytkownicy mogli zainstalować coś poza najbardziej elementarnymi programami. I nawet instalacja tych elementarnych może sie okazać zbyt bolesna dla zwykłych użytkowników.
Może się to ostatecznie skończyć tym, że OpenSolaris zdobędzie na tyle złą renomę, że dobrych kilka lat będzie musiało minąć, zanim użytkownicy znów dadzą się do niego przekonać (podobnie było w wypadku OpenOffice.org - który dopiero jakiś rok temu zaczął nadawać się do użytku. Nota bene - OO.o także jest firmowany przez Sun'a).

Moja odyseja z OpenSolaris 2008.05 (OpenSolaris jako kompletny system znany jest także pod nazwą Project Indiana) się skończyła, ale nie oznacza to, że kończę przygodę z OpenSolaris w ogóle. Zainstalowałem sobie na starym sprzęcie na miejsce OS dystrybucję OpenSolarisa - Nexenta OS.

Nexenta to właściwie system klasy GNU/OpenSolaris, czyli, jak w GNU/Linux - czyli jądro systemu + zestaw aplikacji GNU. Nexenta ma jądro OpenSolarisa, natomiast zbiór aplikacji pochodzi z dystrybucji Linuksa - Ubuntu. Oznacza to, że mamy bogatą gamę pakietów, możliwych do zainstalowania, a w dużej mierze można także z powodzeniem stosować dokumentację, napisaną dla Ubuntu (o ile, rzecz jasna, w grę nie wchodzą modyfikacje jądra systemu).

Naturalnie, menedżerem pakietów jest apt-get - który uważam za przestarzały, źle zaprojektowany i upośledzony (w porównaniu, na przykład, do portage), ale i tak jest o niebo lepszy, niż IPS (Image Packaging System) z OpenSolarisa, który powstał niewiadomo po co.

Na razie Nexenta się instaluje. Postaram się na bieżąco dzielić wrażeniami z tej przygody.

Dźwięki chwili:
Immediate Music - Serenata

środa, kwiecień 01, 2009

Trolling na Litwie, odsłona druga. Komsomolcy.

Jak już napisałem wcześniej, faktycznie jedynym portalem na Litwie, mającym swoją społeczność stałych użytkowników, jest portal "Kuriera Wileńskiego". Naturalnie, w społeczności funkcjonują także trolle, których także pisałem w poprzednim wpisie.

Dziś proponuję przyjrzeć się jednej z kilku kategorii trolli, funkcjonujących na forum "Kuriera Wileńskiego". Dziś omówimy Komsomolców.

Jak najprościej można scharakteryzować Komsomolca? Otóż jest to osobnik, bezkrytycznie tęskniący za Związkiem Radzieckim, a z dzisiejszych tworów politycznych nad wszystko kochającym Rosję i jej szefa, Władimira Putina. Interes Rosji przedkłada nad interes własnego kraju, który uważa za "nieudany". Nie cierpi Stanów Zjednoczonych Ameryki, Wielkiej Brytanii, Gruzji, Ukrainy, NATO i braci Kaczyńskich, a także wszystkich, kto wobec Rosji nie klęczy, nazywając ich "bandą rusofobów" lub "amerykoskimi dupolizami".

"Amerikosy" jest pogardliwym określeniem obywateli USA, używanym w Rosji - tak samo, jak "lachy" jest pogardliwym określeniem Polaków. Komsomolcy, oskarżani przez niemal wszystkich pozostałych forumowiczów o łamanie regulaminu w punkcie, zabraniającym obrażania innych narodów, tłumaczą się, że:

204. pien : 25 02 2009 07:56
do Adm.KW:Szanowny Panie,
............
Okreslenie Amerykosi jak i Latynosi sa powszechnie uzywane i nie maja nic wspolnego z obrazaniem.To co sugeruje forumowicz tomasz wynika z jego braku wyksztalcenia.On takie okreslenia ujrzal po raz pierwszy na tym forum i sie przerazil.
.........

Proste, nie? Gwoli ścisłości - słowo "Latynos" jest po prostu określeniem mieszkańca Ameryki Łacińskiej, nie mającym żadnych negatywnych konotacji. Tak samo, jak, na przykład, Afrykańczyk, Europejczyk czy Azjata. Dla Komsomolców to różnicy nie robi.

Komsomolcy na wszystko patrzą z punktu widzenia wielkorosyjskiego imperializmu, chociaż sami Rosjanami nie są. Jako przykłady takiego przez nich świata postrzegania, można podać następujące cytaty (pogrubione są nazwy artykułów):

Nord Stream wśród głównych tematów rozmów Miedwiediew-Merkel
1. Rebus : 31 03 2009 18:04
Potok Polnocny to nie jest tylko projekt rosyjsko-niemiecki, a ogolnoeuropejski skierowany w przyszlosc i wymagajacy zaangazowania wszystkich krajow europejskich. Bojkot tego projektu przez niektore swierzoupieczone kraje UE jedynie swiadczy o ich niedojrzalosci.
PKN Orlen wykupi akcje Możejek do 30 kwietnia
33. Rebus : 28 03 2009 09:32
Szybciej by to orlatka wykupilo akcje od Litwy, w pakiecie bedzie latwiej odsprzedac Jukosowi.
Premier Władimir Putin odwiedzi jesienią Polskę
1. Rebus : 01 04 2009 23:00
Czas rozpoczac przyszykowania spotkania dostojnego goscia sasiedniego kraju.

Komsomolcy udzielają się przede wszystkim w dyskusjach pod infromacjami agencyjnymi na stronie "Kuriera", które nie są archiwizowane, więc niestety, nie zachowały się cytaty, w których komsomolcy okreslają NATO mianem "bandyckiej szajki", czy twierdzą, że już najwyższy czas, by Al Kaida zrobiła powtórkę z 11 września.

Oczywiście, grupa ta jest o wiele bardziej zróżnicowana wewnętrznie. Większa część, jak udało mi się wywnioskować, pochodzi z Litwy. Rebus, pien czy Walter piszą niemal identyczne posty o bandytyzmie NATO, wylewają na forum nostalgię za ZSRS (jednak jedynym ich argumentem za sojuzem w jednej dyskusji był "wszyscy mieli pracę") i bronią wszystkiego, co rosyjskie, nawet jeśli nie ma przed czym:

Katastrofa Bryzy pod Gdynią; zginęła cała czteroosobowa załoga
1. Rebus : 01 04 2009 11:37
Nie musili wtracac sie w konstrukcje An-28 ze swoja modernizacja, a pozniej eksperymentowac z ladowaniem. Takie mamy tego skutki.

Jest jednakże także komsomolec z Polski, który niegdyś podpisywał się jako Bury, a teraz czasem pisuje jako polak-słowianin. Lączy on miłość do "tamtych czasów" z polskim katolickim nacjonalizmem, antysemityzmem i panslawizmem, a jednocześnie szlacheckim rozmiłowaniem w wolności - jakim cudem mu się udaje dokonać tak karkołomnych akrobacji umysłowych, nie wyjaśniają psychiatrzy. Według niego, tamty system był systemem doskonałym, bo realizował "zasady równości społecznej" kosztem kilku mało znaczących "praw" człowieka, takich jak wybory, uważa bowiem, że "prawo do wybierania sobie tych, kto nas będzie okradać", nie jest potrzebne:

14. Bury : 14 01 2009 16:40
[...] ja akurat w "demokratycznej" farsie, zwanej wyborami, nie biorę udziału. No i współczuję ci, że tej farsy nie dostrzegasz.

Bury wierzy, że najlepszy z ustrojów upadł w wyniku spisku żydokomuny, która nie chciała, by kraje socjalistyczne się połączyły w jedno, wielkie, słowiańskie imperium. W pewnym momencie wmawiał także, że językiem ojczystym każdego przyzwoitego człowieka jest rosyjski.

Omówiłem tu, nieco pobieżnie, jedną z kategorii trolli, udzielających się na forum "Kuriera Wileńskiego". Następną grupę obiecuję opracować dogłębniej i przytoczyć więcej cytatów.

piątek, marzec 27, 2009

Trolling na Litwie, odsłona pierwsza. Forum "Kuriera Wileńskiego"

Trolling, zwany też trollowaniem, jest zjawiskiem równie niemal starym, co Internet.

Trolling polega generalnie na sianiu zamętu. Wyróżnić można takie zachowania trolla:
- prowokowanie innych użytkowników do ostrej dyskusji, często przez obrażanie ich lub wyznawanych przez nich wartości
- wałkowanie do bólu tych samych tematów - od nowa i od nowa
- używanie do bólu tych samych argumentów
- wytykanie błędów sprowokowanym użytkownikom i czepianie się ich logiki (zazwyczaj ma to znaczenie nie merytoryczne, tylko cel dalszego prowokowania)
- skarżenie się na sprowokowanych użytkowników innym lub "światu"
- gdy się trollowi wytknie i udowodni błędy w jego rozumowaniu, stwierdza, że poruszana kwestia nie jest istotna i zmienia temat, ewentualnie oskarża interlokutora/-ów o używanie argumentów ad hominem
- sam troll bardzo chętnie posługuje się argumentami ad hominem bądź ad nauseam, bowiem
- trolla cechuje mentalność Kalego (co nie przeszkadza mu zarzucać wszystkim swoim rozmówcom hipokryzję)

Kryteria te należałoby stosować raczej do realiów internetowych. Gdyby je bowiem zastosować w rzeczywistości, wyszłoby nam, że duża część osób publicznych nosi znamiona trolla. Ba, niektórych, jak na przykład Adama Michnika czy niektórych jego adwersarzy [1], można by uznać za prawdziwe publiczne trolle. Ograniczmy się jednak do realiów internetowych, i wróćmy na Litwę.

W realiach litewskich można by wyróżnić w rzeczywistości także trolling publicystyczny - o tyle nietypowy, co rzadko spotykany, na Litwie ma jednak kilku przedstawicieli - Tomasa Baranauskasa, Gintarasa Songailę czy ekipę, wydającą zazwyczaj prace zbiorowe w formie "oświadczeń" - Towarzystwo "Vilnija"[2].

Jednak i nie o trollingu publicystycznym miała być mowa. Żywiołem, w którym się poruszamy, jest bowiem internet, i o trollach internetowych, a dokładniej forumowych, będzie w tym krótkim cyklu wpisów mowa. W Polsce wszystkie duże portale (onet.pl, wp.pl, interia.pl, gazeta.pl) mają swoje fora, na których daje się dostrzec powstawanie pewnych społeczności - są stali bywalcy, są także trolle. Niemal legendarny jest Czuły Wojtek z for Onetu, podobnie fora Gazety czy Interii mają też swoją specyfikę i swoje trolle.

O ile wszystkie większe litewskie portale (lrytas.lt, balsas.lt, delfi.lt, alfa.lt) mają swoje fora, o tyle raczej trudno mówić o powstaniu na nich jakichś specyficznych dla nich wspólnot. Trudno też wyróżnić na tym tle jakichś konkretnych trolli (z drugiej strony - kiedy pod artykułem o Polakach 99% komentarzy to bluzgi, trudno mówić o trollingu, bo trolling to generalnie marginalne zjawisko, a nie mainstream).

Można zatem w takim kontekście pokusić się o stwierdzenie, iż na Litwie jedynym publicznym forum portalu internetowego, które ma własną wspólnotę i własne trolle, jest forum "Kuriera Wileńskiego". I na nim właściwie można trolle podzielić na kilka grup, w zależności od tego, jakiego rodzaju trolling uprawiają.

Postaram się te grupy omówić w następnych wpisach.


[1] Moralizatorstwo przy stosowaniu wysokich standardów moralnych tylko wobec obozu oponentów, przy jakiejkolwiek krytyce mówienie o "niegodziwym ataku" i straszenie sądami - dla mnie to się jawi jak niemal typowy trolling.
[2] Trend trollingu przejawia się u tych (a, zapewniam, także wielu innych litewskich działaczy) twórców tym, iż w kółko wałkują ten sam temat (sprawę polską i zagrożenie dla Litwy, płynące ze strony narodu polskiego), zawsze argumentując go na ten sam sposób, dużo kłamiąc i jednocześnie zarzucając Polakom bliżej niesprecyzowaną nieuczciwość.

Te dwa punkty w zasadzie w pewien sposób także odpowiadają na pytanie, do czego może prowadzić stosowanie internetowej terminologii w rzeczywistym życiu. Do czego prowadzi stosowanie internetowych zachowań trolli, odpowiada ten filmik.

środa, marzec 25, 2009

Dzień Wolności Dokumentów 2009

Dziś już po raz drugi odbywa się Dzień Wolności Dokumentów - Document Freedom Day - mający miejsce w ostatnią środę marca. Jest to dzień, którego celem jest szerzenie w społeczeństwie świadomości o otwartych formatach dokumentów (pdf, odt, odg, odx, odp, ogg i inne), o tym, w jaki sposób różnią się od zamkniętych formatów zapisu (mp3, doc, docx et cetera), i dlaczego powinno się stosować formaty o otwartej specyfikacji.

Krótko mówiąc - otawrte formaty zapisu dają użytkownikom niezależność od oprogramowania jakiejś jednej, konkretnej firmy, a także gwarantują, że na wszystkich komputerach dany dokument będzie wyglądał dokładnie tak samo, jak na komputerze, na którym został stworzony. Otwarte standardy zapisu dokumentów mają także mnóstwo innych zalet (otwartość specyfikacji, lepsze zabezpieczenia, jasna standartyzacja, formaty OpenDocument [odt, ods, odg, odp] i PDF są standardami ISO), o których zostało napisane mnóstwo - więcej, i lepiej, niż ja kiedykolwiek dałbym radę.

Rok temu opublikowałem tu listę otwartych pakietów biurowych, dostępnych za darmo, i obsługujących otwarte standardy w zapisie dokumentów. Niestety, w ciągu tego roku firma Microsoft nie pokwapiła się o dodanie do swego pakietu MS Office obsługi otwartego standardu ODF (OpenDocument Format), mimo iż jest to standard ISO, obsługiwany przez wszystkie, poza MS Office, programy. Dlatego też firma Sun Microsystems stworzyła wtyczkę do MSO, pozwalającą na obsługę formatów ODF. Polecam ją tym, którzy z różnych przyczyn nadal korzystają z MS Office, a chcieliby dokumenty zapisywać bezpiecznie i pewnie.

(Nieco) więcej:
- Mój wpis o DWD z ubieglego roku - zawiera wciąż aktualny opis darmowych pakietów biurowych.
- Wtyczka Sun'a, dodająca obsługę wolnościowych standardów do MSO

Dźwięki chwili:
Loituma - Ievans Polka

wtorek, marzec 24, 2009

Kandydat - i co dalej?

Jak już wiadomo, Waldemar Tomaszewski został zarejestrowany jako kandydat na prezydenta RL. Jak ogłoszono dzisiaj, uzbierał już potrzebne do wystartowania w wyborach 20 tys. podpisów poparcia swojej kandydatury.

Dziś Waldemar Tomaszewski jest niekwestionowanym liderem na Wileńszczyźnie. Liczą się z nim wszystkie polskie media, informują o nim, nawet nie tylko negatywnie, także media litewskie. Ostatnio nieco spoważniał, zaczął nosić krawat (jego brak internauci zarzucali Tomaszewskiemu podczas kampanii w wyborach do Sejmu w 2008 roku) i przestał z bojownika z aborcją robić swoją główną rolę. Ostatecznie zjednoczył polskie organizacje społeczne et cetera [1] - i dziś ma rzeczywiście dużą władzę i poparcie [2].

Dlatego właśnie uważam, że Waldemar Tomaszewski powinien był się z wyborów wycofać zaraz po zatwierdzeniu przez GKW jego kandydatury. Już na tych wyborach osiągnął wszystko, co było do osiągnięcia - został pierwszym w historii Polakiem ubiegającym się o fotel prezydenta Litwy, a także pokazał światu oszołomstwo niektórych członków Głównej Komisji Wyborczej, która jednak w końcu doszła do wniosku, że jednak mamy państwo demokratyczne. Oczywiście, prymitywizmem byłoby argumentowanie tego tym, że i tak nie ma szans na zostanie pierwszym w historii Litwy prezydentem-Polakiem. Bo taki argument uważam za idiotyczny - szanuję prawo pana Tomaszewskiego do startowania w jakichkolwiek wyborach, a prawo wyborców do oddawania na niego głosu.

Uważam, że Waldemar Tomaszewski powinien był zrezygnować właśnie dlatego, że jest niekwestionowanym liderem Wileńszczyzny. By lepiej to wyjaśnić, proponuję rozważyć dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze przebiegu wyborów, właśnie koncentrując się na kandydacie-Polaku.

Na początek niewielkie wprowadzenie. Kandydaturze Waldemara Tomaszewskiego zdecydowanie najwięcej uwagi poświęcają media polskie na Litwie (tu pod tym względem jest bezkonkurencyjny), ale też media w Polsce (też chyba zdecydowanie najwięcej ze wszystkich kandydatów). Co ciekawe, w mediach litewskich też dużo uwagi poświęca się kandydatowi-Polakowi - zaczynając od największych portali, a na programach rozrywkowych kończąc - można się nawet pokusić o stwierdzenie, że ustępuje tylko faworytce wyborów, Dali Grybauskaitė. Można zatem stwierdzić, iż o kandydaturze Tomaszewskiego wie cała Litwa.

Scenariusz 1. Mnóstwo osób, w dużej mierze niechodzących na wybory, deklaruje, że dla jaj zagłosuje na Tomaszewskiego. Jest to w dużej mierze elektorat, który polityką się nie interesuje, na wybory nie chodzi, aczkolwiek lubi na władzę ponarzekać. Przypuśćmy zatem, że, poza stałym elektoratem AWPL, na Tomaszewskiego zagłosują także jajcarze z całej Litwy. Nawet mając na uwadze, iż na wyborach prezydenckich frekwencja bywa wyższa, niż parlamentarnych czy samorządowych, Tomaszewski w takiej sytuacji powinien przekroczyć granicę poparcia 5%, tak jak chce.
Głosy jajcarzy, oddane na Tomaszewskiego, mogą jednak sprawić, że dojdzie do drugiej tury wyborów, zanim wygra Dalia Grybauskaitė. W takiej sytuacji Litwa straci miesiąc, który w dobie kryzysu jest czasem niezwykle ważnym. Społeczeństwo litewskie naturalnie będzie szukać winnych, a "usłużni" wskażą palcem na Tomaszewskiego. I nikt wtedy nie będzie pamiętać, że większość głosów zebrał wśród głosujących dla jaj Litwinów. Winni będą Polacy.
Gdyby jednak do drugiej tury nie doszło, Tomaszewski i tak by stracił - stałby się politykiem, na którego głosowano dla jaj, zupełnie, jak współrządząca dziś w Sejmie RL Partia Wskrzszenia Narodu, czyli showmeni. I tak, jak żart jest śmieszny tylko za pierwszym razem, tak i pozycja Waldemara Tomaszewskiego stałaby się mniej pewna. Ostatecznie, AWPL stara się uchodzić za poważną partię, i zajmować się poważnymi problemami. Niepoważny lider mógłby być niewygodny.

Scenariusz 2. Waldemar Tomaszewski zbiera 1-2, może 3% głosów. Scenariusz ten jest możliwy, bo, mimo iż Tomaszewski jest na Wileńszczyźnie niekwestionowanym liderem, nie wszyscy go lubią. Ba - można się nawet pokusić o stwierdzenie, że nie wszyscy Polacy, tworzący elektorat AWPL, lubią Tomaszewskiego. Bo w wyborach samorządowych czy parlamentarnych oddają głos na partię i jej program (jakikolwiek by nie był), a w prezydenckich - na konkretną osobę. Poza tym - dużo osób może uznać, że nie ma sensu głosować za kimś, kto i tak nie wygra, a jajcarze sobie pogadają o głosowaniu na Tomaszewskiego, a na wybory i tak nie pójdą. Zbieranie podpisów nie poszło łatwo, bo jednak w ciągu ponad tygodnia zebrano 20 tysięcy, a nie 40, jak się odgrażano - a te trudności, mając na uwadze ludzki potencjał, jakim dysponuje AWPL, dają nieco do myślenia.
Co oznaczałoby dla lidera partii zebranie mniejszej ilości głosów, niż partia? Szczególnie ilości znacząco mniejszej? Że jest kiepskim liderem. Nie ma co się łudzić - rządy Tomaszewskiego na Wileńszczyźnie by się z tego powodu nie skończyły, ale z pewnością dodałoby to odwagi jego adwersarzom - także wewnątrzpartyjnym - i jego pozycja zostałaby mocno osłabiona.

Jak więc można wywnioskować z zaprezentowanych przeze mnie scenariuszy - wybory prezydenckie mogą Waldemarowi Tomaszewskiemu bardziej zaszkodzić, niż przynieść korzyści (i koszt kampanii wyborczej wcale nie jest w tej sytuacji rzeczą szczególnie ważną). Dlaczego więc bierze udział?

Przypomnijmy, jak wyglądało wystawienie kandydatury Tomaszewskiego. Na początku lutego doroczny zjazd AWPL postanowił, iż skoncentruje się na wyborach do europarlamentu, a na wybory prezydenckie partia swego kandydata nie wystawi. Niecały miesiąc później, bo 3 marca, Rada Naczelna AWPL typuje Tomaszewskiego na kandydata na prezydenta.
Miesiąc to sporo czasu na zmianę decyzji. Oczywiście, Tomaszewski mógł dopiero po zjeździe AWPL zauważyć, że jest już w odpowiednim wieku, by ubiegać się o stanowisko prezydenta - w co wątpię, bo Tomaszewski nie jest kompletnym debilem. Mógł zatem się zdecydować na udział w wyborach jako happening - sprawdzenie GKW i zostanie pierwszym w historii Polakiem, który się ubiega o stanowisko prezydenta RL. Bo absulutnie nic ponad to w tych wyborach Tomaszewski nie ma szans uzyskać. Tyle tylko, że w takim wypadku od razu po przyjęciu jego kandydatury przez GKW z wyborów by się wycofał, ogłaszając w mediach zawczasu przygotowany tekst, w którym by przeprosił wyborców i wyjaśnił, że udział w wyborach był probierzem demokratyczności Litwy et cetera.

Dlaczego więc Waldemar Tomaszewski się nie wycofał? Czy uwierzył, że rzeczywiście ma w tych wyborach coś do zyskania? Wątpię, by uwierzył sam. A na myśl przychodzi mi tylko jedna osoba, która mogła Tomaszewskiego przekonać o jego wielkich szansach i dziejowej misji w tych wyborach - bo ta osoba potrafi o takich rzeczach przekonać każdego. I podejrzewam, że byłoby tej osobie na rękę, gdyby Tomaszewski przestał być liderem silnym i pewnym siebie. Kto by w takiej sytuacji stracił? Oczywiście, Waldemar Tomaszewski, ale także pośrednio wszyscy Polacy na Litwie. I dlatego uważam, że kandydat-Polak powinien był stać się eks-kandydatem.

[1] Chodzi o to, że dziś z Waldemarem Tomaszewskim musi się liczyć każda ważniejsza polska organizacja społeczna - nawet ZPL. I tak jest chyba po raz pierwszy od praktycznie założenia ZPL - bo przez większą część historii obie organizacje były powiązane, i to mocno, ale jednak nadal funkcjonowały autonomicznie. Dziś coraz bardziej zlewają się w jede twór.
[2] Jako pierwszy polski polityk na Litwie nie jest ignorowany przez media litewskie - to już dużo. I mimo pewnego strachu przed kamerami i pyskatości (vide nazwanie Gintarasa Songaily donosicielem w telewizji), potrafi całkiem dobrze mówić po litewsku i dosyć składnie się wyrażać. Nie jest charyzmatycznym liderem, ale wydaje mi się, że dla prostych ludzi z podwileńskich wiosek staje się przez to tylko bardziej swojski.

sobota, marzec 14, 2009

Waldemar Tomaszewski będzie mógł ubiegać się o fotel Prezydenta Litwy

Zwyciężył zdrowy rozsądek - tak można skomentować piątkową decyzję litewskiej Głównenj Komisji Wyborczej (GKW), by zezwolić prezesowi Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL), posłowi na Sejm RL z jej ramienia Waldemarowi Tomaszewskiemu, ubiegać się o fotel Prezydenta Republiki Litewskiej.

Oczywiście, nie obeszło się bez głupot. W GKW została utworzona specjalna, trzyosobowa grupa robocza, mająca zbadać kwestię kandydatury Tomaszewskiego na kandydata. Wniosek grupy był jednoznaczny - Tomaszewski ma zobowiązania wobec Polski. Była także poruszana kwestia jego pochodzenia, jednak, zamiast zignorować przez samych siebie wydany na świat idiotyzm, członkowie GKW postanowili, że Tomaszewski jednak jest obywatelem naturalnym Litwy (co było i tak dla wszystkich, poza członkami GKW, oczywiste, bo urodził się i całe życie mieszkał na Litwie), bo jego dziadkowie urodzili się na terenie Litwy (i nawet mniejsza o to, że kiedy się urodzili, Litwy jako państwa w ogóle nie było w wyniku rozbiorów Rzeczpospolitej). Oczywiście, to, że GKW zajmuje się takimi sprawami, w skandaliczny sposób przekraczając swoje uprawnienia i obowiązki, stwarza idiotyczny i niebezpieczny precedens, według którego nie wystarczy po prostu od urodzenia mieć obywatelstwo litewskie, by być jako obywatel naturalny traktowanym na potrzeby kandydowania w wyborach.

Nie bez znaczenia jest także to, że w ten sposób członkowie GKW za pośrednictwem mediów zdają się sugerować społeczeństwu litewskiemu, że Polacy są tu ciałem obcym, okupantami, przybłędami z czasów międzywojnia i ich potomkami.

W cywilizowanym i demokratycznym kraju dziwić także powinno zachowanie samej GKW w stosunku do posiadaczy Karty Polaka - najpierw, po skargach posła-narodowca Gintarasa Songaily z rządzącej obecnie Litwą partii konserwatywnej, Komisja stwierdziła, że nie w jej kompetencji leży ocena Karty Polaka, ani też stwierdzenie, czy jej posiadanie wiąże się z zobowiązaniami wobec innych krajów. Dziś natomiast Komisja takich oporów nie ma - grupa robocza, badająca kazus Tomaszewskiego, jednoznacznie stwierdza:

"Konsul ma prawo odebrać Kartę Polaka, jeśli jej posiadacz, między innymi, działa na szkodę podstawowych interesów Rzeczpospolitej Polski. W zasadzie oznacza to, iż posiadacz KP zobowiązuje się realizować podstawowe interesy Polski."

Natomiast przewodnicząca grupy roboczej, Edita Žiobienė [1], przed głosowaniem nad wnioskiem grupy roboczej, apelowała do swoich kolegów z GKW:

"Proszę was - zastanówcie się głosując, czy Prezydent Litwy musi być związany z Polską"

Za wnioskiem przegłosowały 4 osoby, 6 osób się wstrzymało, 3 głosowały przeciw. Wniosek nie przeszedł i Waldemar Tomaszewski otrzymał prawo do ubiegania się o fotel Prezydenta RL.


[1] Edita Žiobienė jest dyrektorką Litewskiego Centrum Praw Człowieka (sic!), wykłada prawo na Uniwersytecie Michała Romera w Wilnie, należy do sieci niezależnych ekspertów praw podstaowwych Unii Europejskiej. Jest także przewodniczącą Litewskiej Komisji Etyki Dziennikarzy i Wydawców - znanej ze specyficznego oceniania zaskarżanych jej artykułów. Według LKEDW teksty, w których Polaków wyzywa się od "tuteišiai", kwestionuje się ich narodowość, nazywając "wynarodowionymi Litwinami", czy na inne sposoby znieważa, "nie naruszają zasad Kodeksu Etyki Dziennikarzy". Jeśli jednak polska gazeta opublikuje referat historyczny o wzajemnym postrzeganiu się Litwinów i Polaków w międzywojniu - nie ma zmiłuj, jest to, w opinii LKEDW, podżeganie do waśni na tle narodowościowym.
Na stanowisku przewodniczącej LKEDW Edita Žiobienė zastąpiła Gintarasa Songailę, znanego z afery o Kartę Polaka, posiadaną przez posłów AWPL na Sejm RL, i inicjowania petycji, mających na celu usunięcie ze stanowisk niewygodne, bo niezgadzające się na lituanizację polskich nazwisk, urzędniczki. Wiadomo, czyją tradycję kontynuuje LKEDW takimi swoimi orzeczeniami.