Zaginął, podobno podczas wakacji w Tajlandii, litewski parlamentarzysta Linas Karalius, znany z młodzieńczego śpiewania i ćpania w zespole "Žas", a także z późniejszego radykalnego ustatkowania i męczenia uczniów wykładami na temat szkodliwości alkoholu oraz nikotyny w szkołach.
Zanim słuch po nim zaginął, zdążył opisać ze szczegółami na swoim blogu wrażenia z pobytu w Tajlandii — spotkania z transseksualistami, plaże i występ utalentowanej kobiety, demonstrującej zdolność narządów płciowych do transportu zwierząt i ozdób choinkowych. Później się już tylko na blogu oburzył, że media piszą, że jest w Tajlandii, skoro wrócił, a na koniec wszystkie te rewelacje pousuwał, skoro się okazało, że czytają to nie tylko kumple z czasów studiów, ale i wyborcy.
Dziś kolega z sejmowej ławy Andrius Mazuronis wystąpił z zapytaniem do nowomianowanego ministra spraw zagranicznych Audroniusa "Zdrowego nacjonalisty" Ažubalisa, by się pociekawił, czy nic się Karaliusowi nie stało.
Jako że Ažubalis jeszcze nie został zaprzysiężony, a czas ucieka, proponuję parlamentarzystom inne rozwiązanie. Niech jadą wszyscy do Tajlandii szukać kolegi. Sprawa w końcu poważna.
środa, luty 03, 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




4 comments:
Dobre :D
Ant
smieszno :)
natomiast smutne sa dane z Ministerstwa Oswiaty, ktore wskazuaj ze w polskich szkolach uczy sie zaledwie 3,3 proc. ogolu uczni. Ergo gdzie pzoostale 3 proc. Polakow?
I jak, odnalazł się?
Halibutt: niestety, tak. Trwa teraz proces wywalania go (i jego partyjnego kolegi, który pod jego nieobecność głosował za kumpla) z Sejmu — powstały dwie komisje śledcze, zbierają podpisy, będą przesłuchiwać świadków i tak dalej, do końca kadencji :D
Prześlij komentarz